Monday, March 10, 2014

Czy warto?

Pisać listy. Czekać. Wymyślać historie niezwykłe. Gapić się w sufit. Słuchać muzyki. Melancholijnej. Czekać.

Czy warto.

Coraz mniej we mnie cierpliwości. Coraz mniej dobrej emocji. Frustracja jednak bierze górę. Za każdym razem. Przecież znam to na pamięć. W pewnej chwili wszystko znika. Nie ma już szaleństwa, walki, niepoddawania się. Nie ma nic. Jest tylko żal i rozczarowanie i niewiele da się z tym zrobić.

Jeszcze kilka godzin temu byłam w zupełnie innym miejscu. Jeszcze kilka godzin temu przenosiłabym góry. Jeszcze.

Teraz tylko ochotę rozbić parę talerzy, powiedzieć wszystkim, co o nich myślę i wynieść się na Atlantydę.

Nie wiem, czy tak do końca przez ciebie, czy może przez tych ludzi, którzy nie płacą i przekładają bez przerwy lekcje. Znów przypominam sobie, jak bardzo nienawidzę korków. Doprawdy, jak im wszystkim nie wstyd tak zalegać komuś z kasą, nigdy tego nie pojmę.

Może to przez tych ludzi. Muszę się uspokoić. Potrzebuję znaleźć lepszą pracę.


Sunday, March 9, 2014

Niedziela z Bachem

Bo niedziela musi być trochę zaczarowana. A jeśli żaden czarodziej się nie pojawia na horyzoncie, to samemu trzeba sobie czarodzieja znaleźć. Więc dziś znalazłam sobie Bacha. Ot, przypomniał mi się nagle czy gdzieś usłyszałam i nie mogłam już go zostawić. Więc oto Bach. Taki, jaki mi dzisiaj gra. W duszy samej.


Thursday, March 6, 2014

Atlantyda

Jest takie miejsce, które mnie kusi. Bardzo kusi. Nazywa się Atlantyda i może nie ma tych wszystkich walorów, o których marzę, ale ma walory łatwości. I myślę, że tym razem mogłoby się udać. I mogłaby to być moja wspaniała idealna ucieczka.

Dlaczego całe życie chcę gdzieś uciekać.

Może rzeczywiście muszę jeszcze zaczekać. Może rzeczywiście The Universe pyta mnie w ten sposób: chcesz byle co, czy chcesz to czego naprawdę chcesz? Czasem tak trudno przegadać sobie, że przecież wiemy, że nie chcemy osiadać na laurach z tym czymś bylejakim. Że w polityce i w miłości kto mało chce, ten mało dostaje i że my jesteśmy z tych, co chcą dużo i chcą wszystko. I że czasem to trwa trochę dłużej choć to pewnie dlatego tylko, że to chamujemy jakimiś blokującymi myślami typu: no przecież się nie da to jak ma się dać jak się nie da i zupełnie zapominamy, że to przecież nie do nas należy "jak".

Być szczęśliwym w tym co jest, marzyć o tym o czym marzę, robić zawsze więcej niż za ile mi płacą i dawać z siebie więcej niż ktoś oczekuje. Iść do końca, aaaa, prosto do słońca, a jutro coś dobrego zdarzy się...

Przecież na każdym kroku, za każdym mrugnięciem oka, prawo przyciągania krzyczy sobą. Jesteśmy wibracją emocji bardziej niż czymkolwiek innym.

I gdy piszemy tego smsa, musimy przestać myśleć, że i tak zostanie bez odzewu. Nie wiem po co inaczej go piszemy. Choć może chcemy go napisać mimo to, żeby tam był, zawisł, zaniepokoił, zamyślił, jeśli jest w stanie.

A ostatnio zakochałam się we francuzach. I ciągle je plotę. I włosy mi urosły trochę, więc i francuz dłuższy. Więc robię się coraz bardziej niemiecka, bo Niemki uwielbiają warkocze.

Sms pozostje bez odzewu, tak jak to sobie wywibrowałam. Jak nie myśleć myśli, których się nie chce myśleć?

Iść do końca, aaaa, prosto do słońca, a jutro będzie nowy dzień...

 

Monday, March 3, 2014

Kontrast

Zaczynam lubić kontrast. Aż nie mogę uwierzyć, że to piszę, ale właśnie doszłam do wniosku, że kontrast to jednak fantastyczna rzecz.

Bo czasem, gdy coś mamy w garści, a z jakiegoś powodu albo bez powodu (choć ja wszystko zwalam na zimę) zaczynamy się zastanawiać, czy tego na pewno chcemy. To ciekawe, że nawet z rzeczami, które chcieliśmy całe życie tak bardzo bardzo bardzo, przychodza takie chwile, gdy wątpimy samym sobie. Wątpimy czy wciąż tego chcemy, albo czy to to samo, czego chcieliśmy na początku.
Bo pojawia się kontrast i każe nam się zastanawiać, powtórnie przeanalizować.
Bo tylko gdy wiemy, czego nie chcemy, wiemy, czego chcemy.
I tylko należy rozróżnić, czy nie chcemy już tego czegoś, czy może chcemy to trochę w innym wydaniu? Może chcemy jakiejś małej zmiany? Dodatku? Modyfikacji?

I potem pojawia się kolejny kontrast. To ten kontrast, który pokazuje nam, jak nasze życie wyglądałoby bez tej chcianej lecz wątpionej w rzeczy.

I wszystko nagle staje się jasne.

Dlatego dziś dochodzę do wniosku, że zaczynam doceniać kontrast. Że kontrast może czasem powoduje zastanwianie się nad czymś podwójne, ale jednocześnie przypomina nam, czego tak naprawdę chcemy. Kontrast nas ratuje.

Nawet, a może zwłaszcza wtedy, gdy pada


popieprzony śnieg.


Sunday, March 2, 2014

Musi

Czasem można przesiedzieć cały dzień i zastanawiać się, co ktoś sobie myśli. Dlaczego się nie odzywa, co się odbywa w jego głowie.
Czasem można przesiedzieć dwa.

A potem? A potem już nas przestaje to interesować.

Zrobiłam sobie dziś pięknego francuza i jestem z nim bardzo szczęśliwa. Szkoda, że jutro już mi taki nie wyjdzie.

Znalazłam super nauczycielkę niemieckiego, ale albo nie odpisze, albo zaśpiewa mi taką cenę, że mi się odechce robić certyfikatu i czegokolwiek.

Chciałam zrobić pączki tak bardzo chciałam zrobić pączki, ale okazało się, że jednak musiałam wyrzucić te drożdże i nie zrobiłam. Ale wielki sukces, od wielu dni pierwszy raz wreszcie zjadłam normalny obiad.

Tuwim powalił mnie dziś znów.

Rozkroiłam melona i po trzech plastrach mi sie znudził. To dlatego pokrojony kubełek melona kosztuje tyle samo co cały wielki melon.

A jutro już moje hormony powinny się ustatkować. I jest duża szansa, że wrócę do życia.

Nagle poczułam impuls, wzięłam telefon i wystukałam smsa, którego chciałam napisać od rana.

I usunęłam. Nie napiszę. Nie złamię się. Nie będę błagać o nic. Nie to nie. Jestem warta więcej.

Dlaczego miałyby nas spotykać doświadczenia i nic nie znaczyć, bez sensu. Nie wierzę w takie rzeczy. Czekać całe życie na kogoś, spotkać go i dać mu odejść? Jak to możliwe. Nie mogłam tego tak zaplanować. Nie mogłam tego wybrać. Musi być happy end do tej historii, musi.

Musi.


Nauka

Nauczali mnie mnóstwa mądrości,
Logarytmów, wzorów formułek,
Z kwadracików, trójkącików i kółek
Nauczali mnie - nieskończoności.


Rozprawiali o cudach przyrody,
Poznawałem różne tajemnice:
W jednym szkiełku - życie w kropli wody,
W drugim zaś - kanały na księżycu.


Mam tej wiedzy zapas nieskończony:
2(pi)r, H2SO4,
Jabłka, lampy Crookesy, Newtony,
Azot, wodór, zmiany atmosfery...


Wiem o kuli napełnionej lodem,
O bursztynie, gdy się go pociera,
Wiem, że cialo zanurzone w wodzie
Traci tyle, ile ... et cethera.


Ach, wiem jeszcze, że na drugiej półkuli
Słońce świeci, gdy u nas jest ciemno.
Różne rzeczy do głowy mi wkuli,
Tumanili nauką daremną.


I nic nie wiem, i nic nie rozumiem,
I wciąż wierzę biednymi zmysłami,
Że ci ludzie na drugiej półkuli
Muszą chodzić do góry nogami.


I do dziś mam taką szkolną trwogę.
Bóg mnie wyrwie, a stanę bez słowa.
Panie Boże - odpowiadać nie mogę,
Ja - wymawiam się, mnie boli głowa.


Trudna lekcja, nie mogłem od razu,
Lecz nauczę się, po pewnym czasie.
Proszę, zostaw mnie na drugie życie,
Jak na drugi rok w tej samej klasie.


/Julian Tuwim/

Saturday, March 1, 2014

Niecierpliwość

To tupanie nogami. Frustracja. Łzy złości i napiętrzające się durne pytanie dlaczego dlaczego dlaczego. Pytanie, na które wcale nie chcemy odpowiedzi. Bo przecież tak naprawdę chcemy powiedzieć tylko chcę inaczej chcę inaczej chcę inaczej!

Już nawet nie pamiętam, kiedy wypadłam z vortexu, ale będzie koło miesiąca. Nie mogę uwierzyć, że trwa to tak długo. I staram się zrozumieć dlaczego tak się stało, żeby znaleźć rozwiązanie, ale może w tym własnie mój błąd. Muszę skoncentrować się na rozwiązaniu samym w sobie. Na znalezieniu odpowiedzi na pytanie: jak wrócić. Jestem tak bardzo zmęczona smutkiem.

Może to dlatego się mijamy z K. Bo on, przynajmniej okzayjnie w vortexie, a ja ciągle gdzieś poza. Czy latanie by pomogło? Może tylko latanie? Ale czy rzeczy w ogóle moga pomóc. Czy nie trzeba nagle znaleźć tego miejsca w samym sobie z pozytywną energią. Nie wiem. Muzyka nie pomaga, serbski nagle mnie znudził chwilowo, z niemieckiego nie mogę nikogo znaleźć. No bo i nastawienie nie to i znów wracamy do sedna sprawy.
Może potrzebuję wakacji? Może poprostu powinnam się oderwać od tego wszystkiego, uciec gdzieś daleko i na nic nie zwracać uwagi. Przenieść się do innej czasoprzestrzenii. Zapomnieć absolutnie, ale to absolutnie o wszystkim. Łącznie z nim.

Tylko jak to zrobić, dokąd uciec.

Tak wiele rzeczy pragnę ci powiedzieć...

Kiedyś to się zmieni. Już niedługonie będę sobie mogła przypomnieć, jak mogłam się czuć jakoś nie na miejscu i bez sensu. Wsyzstko będzie miało perfekcyjny sens, zupełnie jak jeszcze niedawno, gdy fruwałam po vortexie. W zasadzie nie mogę zrozumieć, dlaczego już nie fruwam. Przecież naprawdę nic złego się nie wydarzyło, wszystko jest tak samo. Hm, choć może to właśnie jest problemem bo z tym naszym ciągłym pędem i pragnieniem zmiany, bezzmienność odczuwamy jak cofanie się. Przynajmniej ja zawsze to tak widziałam.
Ale nieważne, już niedługo przyjdzie wiosna. Z pierwszymi stopniami powyżej zera już będzie tak inaczej! Ptaki będą śpiewać wszędzie, drzewa zaczną się zielenić, tak tak będzie. Choć narazie w to nie wierzę, to tak właśnie będzie.
I zacznę latać. I wychodzić. I chodzić na spacery nad jeziorem, już nie zamarzniętym. I będę latać. I będę latać.

A tymczasem
pora się zabrać za naukę. I za przygotowanie prezentacji. Za dwa tygodnie Waszyngton!! Oh, jak ucieknę, jak wspaniale ucieknę!