Tuesday, January 24, 2012

Inspiracje deszczem

Zdawałoby się, że zima, to i inspiracje zimowe być powinny. Ale nie są. Jak już rzeczy ludzkie i światowe, które zawsze podąrzają za moją teorią niespodzianek i są dokładnie nie takie jak miałyby, chciałyby, mogłyby

być.

W mojej głowie tylko Ludovico pomieszany z Baby it's cold outside, w jakiejkolwiek wersji. Przecud miód. I obrazy, i zdjęcia nijakiego J., którego odkryłam przypadkowo czy może on mnie odkrył. Czy można mieć jednocześnie ramiona i skrzydła?

Kapelusz. I sen niespokojny. Serce na huśtawce. I nowe cudne łóżko - Krówka, którą kocham. I odchodzenie od ludzi, do których gdzieś zdawało mi się, że przychodzę, ale wcale nie. I spodnie potargane, kolejne. Dieta dieta musem. Bynajmniej czekoladowym.


Allis Volat Propriis.



Thursday, January 19, 2012

Czy ja uwielbiam niemożliwe i już?

Tęsknię za C. Przeraźliwie!! I po co. I dlaczego. I na co. I gdzie. I dokąd.

Tęsknię za brodą zieloną i uśmiechem szmaragdowym. Za oczami migdałowymi zapatrzonymi w księżyc. Za nieśmiałością. Tą niezwykłą, powalającą, miodową nieśmiałością młodości czy może nieśmiałości samej w sobie. Tęsknię za dłońmi z plasteliny i rammsteinem w głowie. Za wyznaniem miłości, które tak dawno bo wczoraj dostałam i już mi nowego brakuje, tak bardzo brakuje. Za wyznaniem ichliebedichości, którego mogę słuchać bez końca.

Tęsknię.

Ale dokąd ta moja tęsknota zajdzie, gdy ramiona choć wyśnione i pożyczone, to nie dla mnie. Choć marzenia choć tak bliskie i tak imponujące to - nie dla mnie. Choć światy choć tak podobne i zrozumiane -

tak inne.

"I nic mi po Tobie
tylko tęsknota
niezachodząca"

Ich liebe dich, C.

Monday, January 16, 2012

Pocałować deszcz

Sama nie wiem, czy pada. Stuka, to napewno. Ale czy pada. Deszcz. Czy topnieje śnieg i to ten śnieg tak stuka.

Dziwny nastrój mnie naszedł dziś. Dziwne zadumanie, smutek może, może coś innego.

Gdybym miała skrzydła, poleciałabym teraz za Ikarem zobaczyć świat. Potem, zmęczeni, usiedlibyśmy na jakiejś wyspie bezludnej i pośmiali się z pomysłów, co można na taką wyspę wziąć. Tyle rzeczy chciałabym go zapytać. Tyle słów narysować. Tyle garnków ulepić.

Może poprostu jestem zmęczona. Mam wrażenie, że jestem tak strasznie zmęczona od wielu miesięcy i nie bardzo rozumiem, dlaczego. Łóżko w drodze. Kanapa na wylotce (może). Dieta na horyzoncie i od razu trochę lepiej się czuję. I odzyskana U.
A jednak jestem wciąż tak bardzo bardzo zmęczona. I czasem, chciałabym to wsyzstko rzucić, schować się, i iść spać. I już nie wstawać najlepiej.

Tak. Ale milion pomysłów na sławę w głowie, milion rzeczy do podzielenia z Dr. S., trzy książki do napisania i blog do stworzenia. Dr. S. nawet nie wie, co ze mną zrobiła.


A tymczasem, teraz, jedyne, czego pragnę, co uratowałoby mnie przed utonięciem, a co zupełnie nie jest możliwe, to:


mocny uścisk C.


Wednesday, January 11, 2012

Glina, łóżko i wiosna

Albo jesień, trudno to tak na pewno stwierdzić. Dziwność pogody onieśmiela mnie zupełnie. I brak klas. Prawie jakbym miała przerwę jakąś od życia.
Tęsknię. Ale moje skarby też tęsknią! To aż niesamowite, jak za mną przepadają. Jakie to śmieszne, jakie ironiczne. Nikt za mną w życiu nigyd nie przepadał, wszyscy mieli za dziwadełko, a teraz nie dają mi spokoju. Wyznają miłość, pisza smsy podczas picia wina (doprawdy nie mają nic lepszego do roboty), fejsbukują. A za tymi, co wyznają miłość, tęsknię najabardziej. Śnią mi się po nocach pięknie, ich wypracowania wieszam na lodówce, i tęsknię.

No ale w właśnie już w poniedziałek wszystko znów się zacznie od nowa, pójdzie w niepamięć moje spanie długie i niegotowanie z lenistwa a nie z braku czasu, odejdzie w zapomnienie pisanie o tęsknocie, choć za tymi, co już poszli gdzie indziej tęsknić będę i tak. I tylko nie wiem jak ja się rozpięciolę, a może nawet rozsześciolę, jeśli szefowej taki niemądry pomysł przyjdzie do głowy...

A już w niedzielę znów glina. Czy kiedykolwiek wcześniej tak nie mogłam się jej doczekać? B. jest tak wspaniały, że chyba w następną niedzielę wezmę sobie cos do przekąszenia i zostanę na dłużej, a co. I ulepię gruszki na wierzbie.

I dziś, wreszcie, podjęłam decyzję. Krówka wprowadza się do mnie w przyszłym tygodniu. Jest duża, ale piękna. I ma już pierwsze ubranko, które czeka na nią. Śliniaczek w zasadzie. I nowe ubranka też muszę zaplanować i zakupić Krówci, bo jej się należy.

P.S. Coraz mniej denerwują mnie bahorki. Strange.

Monday, December 19, 2011

Wszystko przez pianino


Tak, to wszystko przez pianino, a dokładniej przez pianino Ludovico Einaudi. Gra we mnie dziś od rana i nie mogę go zatrzymać powstrzymać uciszyć. I czuję znów to onieśmielenie pianinne. I myślę znów, by nauczyć się grać.
Tak wiele rzeczy do zrobienia, tak mało czasu.

Wstępne sprzątaniowe podejście okazało się sukcesem. Trudno odważyć się poprzesuwać meble, wciąż zastanawiam się, co gdzie w którą stronę i czy jest sens tylko trochę, skoro całość nie może dojść do skutku poprzez zielone pomarańcze kanapy niechcianej. J. śmiałby się ze mnie, że kolejną rzecz chcę chomikować... I czy lepiej być chomikiem czy uciekaczem i porzucaczem.

Uwielbiam ten stan. Tego błogiego spokoju, ciszy z najwyżej lekkim dodatkiem pianina, ale ciszy duszy, ciszy myśli, które mogą się wreszcie znów na chwilę uspokoić. Oh, jakże czekałam na ten moment. I teraz znów wszystko mi jest możliwe, wszystkiego mi się chce, wszystko jest piękne.

Jakkolwiek pewne pożegnania są chyba konieczne. Czy jeśli kogoś denerwujemy, a wydaje im się, że nas lubią albo chcą nas lubić, czy powinniśmy walczyć, naprawiać czy raczej udawać, że wcale nie jesteśmy tacy jacy jesteśmy dla nich, czy -
delikatnie, po cichu

odejść.

I czy zatrzymać trzy kanapy i ułożyć z nich świat,

czy oddać, porzucić, zrezygnować z jednej i zbudować piękną przestrzeń.

I co tu zjeść na obiad....



Thursday, December 15, 2011

A na drzewie

A na drzewie rośnie kwiatek. Tak fajnie przytula się do liści jak w tym moim ostatnim śnie o jeżdżeniu i niespodziewanych pragnieniach. A wczoraj wymyśliłam sobie drzewo z niebieskimi kwiatkami i odrazu mi piękniej. Tęsknię za wiosną?

Tęsknię.

I za morzem możliwości, uśmiechów, podarunków wesołych. I za strachami na lachami karaluchami pod poduchami i tak dalej. I za sercem w butonierce i na huśtawce. Z wymachającymi nogami. Koniecznie.

Ale dziś potrzeba mi odpoczynku. Błogości nicnierobienia pragnę tak bardzo. Zdaje mi się, że nie potrafię zebrać żadnej energii na cokolwiek bez przyzwoitego porządnego odpoczynku. Spania za długiego, oglądania za dużego, czytania bez końca. Oh jak bardzo pragnę poczytać niemieckie gazety, hamerykańskie czytadła i moje milion książek na parapecie.
Ale nie da mi się czytać w tym bajzlu.
A posprzątać bajzlu siły i energii tak straszny brak.
A energia ma przyjść gdy odpocznę.
A odpoczynek tak naprawdę możliwy jest tylko wtedy gdy posprzątam....

I kto wymyślił te koła maciejoła?

Gdybym miała jakiś dobry proszek nasenny, pospałabym tak ze dwa trzy dni. Może wtedy by mi przeszło?

Więc idę spać, dobranoc. Tylko trochę martwi mnie fakt, że jutro będę znów musiała sztucznie przedłużać nasilny sen, który tak bardzo bardziej męczy niż daje ukojenie...

I tylko może przyśni mi się to drzewo, a jeśli się nie przyśni to sama je sobie wymyślę i poprzytulam się do uśmiechu

jak do liści.


Monday, December 12, 2011

Buuu:(

Dziś jestem smutna. Wiem, wiem, to tylko PMS. Chwilowy dołek ierowany tylko i wyłącznie głupimi hormonami. A jednak wiedząc to nie potrafię powstrzymać głupiej wilgoci między rzęsami.

Pierwszy dzień wakacji. No prawie, bo wciąż oceny do wystawienia, ale nie ma już dzieciaków koło nosa. I gdy dziś tak siedziałam ugniatając kręcącą się glinę, i patrzyłam kątem oka na tego fajnego nauczyciela, który mi się niestety nie trafił, a który przychodzi czasem czy zostaje trochę dłużej w czasie naszej klasy, i gdy tak zaraz tez zobaczyłam nieprzeciętną brunetkę pląsającą w jego kierunku i odpląsującą za małą chwilę z hasłem: "see ya in a little bit! luv ya" ('do zobaczenia wnet! koch' cie') - więc w tej właśnie chwili, smutek przysiadł mi na ramieniu i zaczął wymachiwac nogami.

- Przecież i tak nie byłaś nim zainteresowana. - Rzekł.
- Wiem. I przecież myślałam, że albo jest gejem albo właśnie ma jakąś równie artystyczną brunetkę przy boku - odrzekłam.
- No to co z tym nosem aż po samą glinę?
- No bo każdy kogoś ma. Świat jakby składał się z ludzi, którzy kogoś mają. Na każdym kroku. I ja jeszcze do niedawna miałam moje miśki, moje dzieciaki, a teraz - nic. Pustka. Nie ma do kogo wstać rano i jechać. 

I aż nie mogłam uwierzyć, że ot tak w jednej chwili, po upływie zaledwie weekendu od ostatnich zajęć tęsknię za moimi studentami. Czy aż tak ze mną źle, czy aż tak bardzo ich kocham?

A potem ta głupia baba. AAAAAAAA jak ja jej nienawidzę. Kto jej pozwolił "uczyć". Co za porażka. Kobeita nadaje się co najwyżej na wystawę psów. Jako pies, naturalnie. I to kundel. Choć mam wrażenie, że obrażam kundle, kundle przecież to dobre psiaki. Brak mi słów. Szczota zielona. Naprawdę.

I co teraz? Well, przynajmniej podjęłam decyzję. Chciałam kontynuowac tę klasę z jakimś przyzwoitym nauczycielem. Ale teraz już wiem, że podczas gdy z gliny mogę coś ulepić, wydziergać kwiatka czy ważkę też całkiem potrafię, tak malować - nie umiem zupełnie. Podejrzewam, że tylko dlatego, że nikt mnie k*** tego nie nauczył!! Seriously, już dawno nie czułam wobec kogoś tak negatywnych uczuć i takiej bezsilnej złości przez tę babę:(((


Nic, tylko zjeść coś dobrego, obejrzeć jakiś durny serial i iść spać. "Może warto żyć do jutra." Może jutro, gdy spotkam się na niemieckie filmowanie z moimi miśkami, odżyję, uśmeichnę się, poczuję ten zapach łotewerowości powszechnej.

Acha. I mam nowe auto. Jest cudowne, zakochuję się coraz bardziej. Jutro highway. Yaaaaay.